| WYKONAWCY(A) | tytul plyty | wydawca |
| Miejska strona księżyca | pomaton | |
| W drodze do dnia | mikroklimat | |
| U źródeł tęsknot | dalmafon | |
| Wreszcie plynę | Remik | |
| Właśnie tak | sony (epic) | |
| Pociągi Parowe | dalmafon | |
| Składanki | ||
| 35 lat studenckiego festiwalu piosenki | SKS i Radio Kraków | |
| Idę w góry cieszyć się życiem | Jacek Music | |
| Pomarańcza | pomaton | |
| Yapa - turystyczne przeboje cz.1. | dalmafon | |
| ponadto | adresy wydawnictw | 'recenzenci' :) |
35 lat studenckiego festiwalu piosenki
To album - dźwiękowa kronika słynnego i osnutego już dymem legend krakowskiego festiwalu. Karty tej księgi spisywane były pomiędzy 1962 a 1998 rokiem gitarą i piórem tych, którzy występowali niegdyś na festiwalu, wygrywali go i współtworzyli. Niektórych nie ma już wśród nas, niektórzy żyją lecz zostali dawno już zapomniani. Inni zdobyli popularność: wśród nich byli tacy, którzy pozostali wierni klimatom poetyckiej piosenki studenckiej (Marek Grechuta, Wolna grupa Bukowina, Elżbieta Adamiak), innych pociągnęła Bardziej masowa piosenka (Maryla Rodowicz, Renata Przemyk), jeszcze inni znaleźli się pomiędzy dwoma tymi nurtami (jak np. Grzegorz Turnau, Nasza Basia Kochana). Odmienne style, różna jakość nagrań, piosenki ładniejsze i mniej ładne, głębokie poetyckie metafory Ewy Demarczyk obok kabaretowych tekstów "Baby", piosenki które mają już niemal 40 lat i te, które powstły u schyłku stulecia... A wszystko to na dwóch srebrnych krążkach składających się na ten wspomnieniowy album. W sumie ponad 2 godziny całkowicie unikalnych nagrań wyszperanych gdzieś z zakurzonych archiwów i odświeżonych remasteringiem. Producentom udało się wyczyścić nagrania z szumów i trzasków, jednak na rynku można spotkać płyty, gdzie remastering przeprowadzono bardziej starannie i efektownie. Jakość wielu nagrań z albumu pozostawia trochę do życzenia, ale nie o to chodzi. Przecież to piosenka studencka - latami istniejąca tylko gdzieś na wymiętych i zalanych parafiną kartkach ogniskowych śpiewników, oraz na podziemnych amatorskich nagraniach, kopiowanych setki razy, więc nieraz tak podłej jakości, że ledwo można było zrozumieć co śpiewano. Dopiero teraz, po dziesiątkach lat udało się ocalić od zapomnienia i udokumentować ponad 40 piosenek. Wiele nazw i nazwisk wyda się obce nawet Tym, którzy dobrze znają nurt studenckiej poezji śpiewanej - usłyszą je na tej płycie po raz pierwszy, Wiele znanych piosenek można tu usłyszeć w zupełnie odmiennych, zaskakujących wersjach (Bukowina I, Samba Sikoreczka, Tango Anawa). Oprócz muzycznych, zabytkowych eksponatów trącących myszką i stylem a'la Sława Przybylska album dostarcza nam również kilkanaście, też starych, czarnobiałych fotografii i kilku krótkich ale wyczerpujących słów o festiwalu spod pióra Jana Poprawy.
Płytę wydało Stowarzyszenie Kultury Studenckiej wraz z Radiem Kraków. Jak zwykle w płyty nie da się kupić (ale do tego to już jesteśmy przyzwyczajeni)
Podsumowując płyta mało zawiera melodi i piosenek głębokich i zapadających w srece, jednak wyłowić z niej można kilka czarnych pereł, dla których warto ten album mieć.
Ogólna Ocena: @@@
© Łza
To zestaw prawdziwie wiatrem pisanych piosenek. Rzec by można: rzecz znana wszystkim, którzy z plecakiem włóczą się przez całe wakacje / urlop po górach i dosiadając się do ognisk innych wędrowców, słuchają rasowej piosenki turystycznej. Właśnie, znana, ale tylko z ust i gitar spotkanych na szlaku wędrownych grajków przysiadających na chwilę przed złocistą ikoną bukowej kapliczki, po to by wyśpiewać Niebieskim Połoninom prawdy oczywiste. Wydawca (Jacek Music) postanowił zebrać "Perełki piosenki turystycznej" i stworzyć z nich płytę, która zimą będzie przypominać o wiosennych wędrówkach, letnich ogniskach i jesiennych, barwnych zachwytach. Płyty słucha się jednym tchem, pomimo iż jest niemal pełna (ponad 72 minuty).
U źródeł współczesnej tzw. poezji śpiewanej tkwią klimaty, które przez lata 70'te współtworzyli bezimienni artyści - spadkobiercy Majstra Biedy czerpiący natchnienie z Bieszczadzkich ruczajów, błękitnych płacht łemkowskiego nieba, Rozzłoconych jesiennych Bukowin, rozłożystych gorczańskich hal i krytych gontem cerkiewek Beskidu Sądeckiego. Obecnie nurt zupełnie przeewoluował, zszedł z gór do zatłoczonych miast. Płyta to powrót do górskich korzeni. Niejeden z nas może powinien się o taki korzeń piosenki potknąć, uderzyć głową w szary górski głaz i dostrzec gdzie zgubiliśmy całe piękno ogniskowych ballad zamieniając je na elektryczno-spalinowe dekadenckie wiersze śpiewane, w których więcej formy niż treści. Ta płyta pozwala przenieść się w krainę, w której bez trudu odnajdziesz zgubione marzenia, dostrzeżesz kroplę rosy na pajęczynach. Właśnie tutaj znajdziesz szczęście, co gdzieś pod gontami śpi, odskocznie od przytłaczających na dłuższą metę współczesnych piosenek poetyckich. Jednym słowem tu powietrze ma inny smak.
Pod piosenkami, zgodnie z tradycją przekazywania ogniskowej ballady z ust do ust nie są podpisani jej autorzy, niejednokrotnie nawet nie da się ustalić z czyjej gitary piosnka się narodziła. Przecież
© Łza
W kilka miesięcy po premierze udało mi się wreszcie przesłuchać 'Miejską stronę księżyca'. Zawiedzione nadzieje - oto co pozostało we mnie po zapoznaniu z tymi piosenkami. Szukałem uważnie, ale 'stary' SDM zniknął gdzieś, umknął ten charakterystyczny dla nich klimat łapiący za serce duszę :( . K. Myszkowskiemu zchropowaciał głos, do tego jakiś czas temu (+/- od swojej solowej płyty to słychać) nabył on jakiś dziwny styl śpiewania, ogólnie robiący na mnie i na kilku moich znajomych takie wrażenie, jakby się mu już w ogóle śpiewać nie chciało...
Niestety słychać wyraźnie, że swoje najlepsze czasy zespół ma już daleko, dawno, za sobą. Przez ostatnie 3 wydawnictwa Kszysztof Myszkowski powiela sam siebie. Ta płyta to niemal totalny brak nowych akcentów. Z tej płyty żadna z piosenek nie "chodzi" za mną. Wszystkie melodie uderzająco przypominają poprzednią płytę SDM'u i solową Myszkowskiego lekko ubrane w niespotykane dotąd w SDM'ie popowo - rockowo - folkowo - swingowe nudne i niezbyt pasujące aranżacje. Jedno czego nie można aranżacjom tym odmówić to profesjonalizmu - faktem jest że pod strony muzycznej płyta jest najdoskonalszą z dotychczasowych wydawnictw SDM'u. Wspomnianego powielania dopełniają teksty... jakby żywcem przeredagowane z tychże płyt: te same zdania, skojarzenia... ujęte w troszkę inny sposób. Niektóre piosenki bardziej nadają się do "gali biesiadnej" niż do poezji: "Dziewczyna na plantach skubie ptaka" "Hej powiadali że nasz spirytus wszystko Przepali" "On przecież będzie Polewał" "Nawet Wódkę wypić pozwolą". I gdzie w tych alkoholowych przyśpiewkach tęczowa gloria wrzosowiska ? gdzie kraina łagodności ? . Lepiej by było gdyby ta płyta nigdy się nie ukazała i SDM pozostał w mojej świadomości taki, jaki był na pierwszych pięciu, no może sześciu płytach. :( .
W ten sposób SDM umarł dla mnie; już nie będę czekał na kolejną ich płytę, i tak już wiem jaka będzie... Myślę, że pojawił się w to puste miejsce zespół, który kultywuje zapomniany przez SDM styl SDM'u: "Małżeństwo z Rozsądku". To co robi ten sympatyczny zespolik można z powodzeniem uznać za kontynuację klimatów tamtego SDM'u. Nie tylko głos wokalisty, uderzająco przypominający śpiewanie Myszkowskiego sprzed kilku lat, ale i sposób aranżacji utworów nawiązuje do tych pięknych klimatów. I ... zapada w duszę w przeciwieństwie do nudnej, skażonej miastem strony księzyca. :(
© FIDEUSZ
Druga Płyta Tomka Wachnowskiego znanego dotąd ze "Śniegowic" i kompilacji "Kraina Łagodności" (Dziennik z Podróży) utrzymana jest niestety w bardzo popowej konwencji. Piosenki zaaranżowane są nowocześnie, bardzo elektronicznie i ze zdecydowanie brzmiącymi rytmami. Jedynie z tła, ale za to bardzo wyraźnie przebija się we wszystkich piosenkach akustyczna gitara. Warstwa tekstowa jest nieco głębsza niż standardowy pop. Pomimo tej całej elektroniki, płyty słucha się bardzo przyjemnie. Melodie są dosyć łagodne, na płycie brak też jest ostrych, czy nieprzyjemnych uchu dźwięków, aczkolwiek aranżacje są monotonne, niemal jednakowe we wszystkich utworach. Brak zdecydowanie wybijającej się piosenki. Idealna płyta na upalne letnie popołudnie, nie zmuszająca zbytnio do myślenia, nie dołująca, ale też niegłupia, nieobojętna. Piosenki opowiadają o życiu, które toczy się rozmaicie, ot "Życie tak już ma". Płyta jest bardzo krótka (46 minut), ale większość piosenek jest dokładnie w takim klimacie.
Okładka płyty jest pół - kartonowa, pół - plastikowa, układem przypomina wydawnictwa Disco - Polo, Czyli artysta na pierwszym planie, a w tle troszkę przyrody. W tym wypadku Tomek buja w obłokach.. ;)
Ogólna Ocena: @@@@
© Łza
Ogólnie rzecz biorąc nie jest najlepiej. Jest beznadziejnie. Lider SDM'u nie jest w najlepszej formie, a lata kiedy pisał przebój za przebojem najwyraźniej dawno minęły. Płyta jest bliźniaczo podobna do poprzedniej jego solowej płyty. Wyśpiewana ochryple, z manierą, wszsytkie piosenki niemal identyczne, jedynie teksty Adama Ziemianina jak zwykle na przyzwoitym poziomie. Nie zawiera żadnego utworu, który jakoś szczególnie wbiłby się w pamięć.
Ogólna Ocena: @
© Łza
Mikroklimat "W drodze do dnia"
Stalowo szara okładka z dziesięcioma pomarańczowymi plamami. Tak przedstawia się na sklepowych półkach zapowiadana i oczekiwana od ponad roku płyta. Z tyłu również szarość. Wewnątrz pudełka lekki szok: jaskrawe, wesołe pomarańczowo-żółte barwy krążka i ... szara tylna strona okładki. Okładka wewnątrz również "grayscale", jest w formie książeczki, zawierającej teksty piosenek. Ogólnie okładce niczego nie brakuje, ale też niczym się nie wyróżnia, bez szczególnego polotu.
Już od pierwszego utworu da się wyczuć charakterystyczny dla tego zespołu (mikro)klimat :), choć wyraźnie brakuje gitary Wacława Juszczyszyna, który grał na pierwszej (= poprzedniej) kasecie zespołu. Płyta wydaje się być miejscami bardziej komercyjna od wspomnianej już kasety. Zwłaszcza w utworze "Nie do Pary" - jest typowo rockowy ! Jednak gro utworów jest 100 procentowym mikroklimatem, znanym z "Za potarganym zbożem", zarówno od strony muzyki jak i tekstów. Jest jednak kilka utworów innych, zwłaszcza z wyraźnymi akcentami w stronę bluesa, jednak piosenki są bardzo łagodne, z zachowaniem mikro-klimatu ;) - idealne do ogniskowych wieczorów, 3 też na romantyczne randki :-*. To jest płyta, która szybko zapada w serce. Wystarczy posłuchać jej 2 ,3 razy, aby później ciągle podśpiewywać sobie piosenki. Po prostu te piosenki wiszą nad człowiekiem, gdzieś w świadomości ciągle łażą za nim, nie można się z nimi rozstać. Rasowe poetyckie hity dla wrażliwych.
Zespół składa się o3wiście z obdarzonej specyficznym, łagodnym i niezwykle ciepłym głosem Barbary Sobolewskiej, klawiszowca: Stanisława Szczycinśkiego (ta dwójka są autorami większości piosenek), Adama Lewandowskiego - perqsisty, Lesława Mateckiego - gitarzysty, oraz 3ech wiolonczelistów. Płytę wydał sam mikroklimat :) i dobrze, bo dzięki temu płyta ma "normalną" cenę czyli około 34 zł. (a nie jak w wypadku płyt 'pomatonu' - 50 zł ) Są trudności z zaqpem jej w sklepach, nawet jeśli słyszeli o takowej, to właśnie się skończyła... (heh, raz mi powiedzieli że na 100 % nie ma ani takiego zespołu, ani płyty na rynku fonograficznym !!! ), ale zawsze można zadzwonić do wydawnictwa: (022) 7565595 (niestety z przykrością informuje że nie doszukałem się żadnych adresów, ani sklepów internetowych, gdzie można byłoby zamówić sobie taką płytę :( ).
I tradycyjnie krótkie podsumowanie: Ta płyta słucha się sama :))))))))))))))))))).
© Łza
Ogólna Ocena: @@@@@
W zasadzie najpierw należałoby się zastanowić, jak szeroka jest kraina łagodności i gdzie ma granice ten nasz ląd. EKT Gdynia to zespół balansujący pomiędzy szantą, piosenką żeglarską, bluesem i piosenką turystyczną. Biorąc pod uwagę, że są twórcami powszechnie znanych i śpiewanych w górach, bardzo melodyjnych, mądrych i radosnych piosenek ogniskowych, postanowiłem napisać kilka słów o ich najnowszej płycie "Wreszcie Płynę" wydanej przez Agencję remik. (można kupić w Dalmafonie).
Na kasecie nie ma raczej żadnych znamion typowej poezji śpiewanej, dzieki czemu stanowi fantastyczną odskocznię od smętnie zadumanych ballad z serii "krain łagodności" czy "cytryny" i "pomarańczy". Większość piosenek przesiąknięta jest twardym, lecz wesołym charakterem żeglarzy. Radosne bluesujące nutki nawołują aby porzucić świat telefonów komórkowych, internetu i spotkać się z żaglem, i spotkać się z falą. EKT czyli Elitarny Klub Turystyczny nie zapominał o wyprodukowaniu kolejnego - świetnie się zapowiadającego hitu turystycznego, udanego kontynuatora "Baru w Beskidzie" pt. "Tendencyjna piosenka turystyczna". Żeby nie zapeszyć przytoczę tylko fragment refrenu:
Piwko w kufelku nie może długo stać
Jedno, drugie, a potem jeszcze dwa
Obok kumpel gra na gitarze jakiś stary hit
Pijmy i śpiewajmy ile sił.
:-) Tą kasetą naprawdę poprawić sobie można nastrój - choćby następną typową piosenką z turystycznym drygiem "Ile nocy prześpiewanych aż po świt, ile ognisk aż po brzask". Wyraźnie radosne dźwięki zalewają nas przez niecałą godzinkę, jednak przypominam, że większość piosenek jest o morzu, nie o górach, przez co ciężko jest wciągnąć do krainy łagodności, ale... myślę że nasza kraina oprócz gór ma i morza i oceany, po których pływa EKT Gdynia. Pięć minus.
© Łza
Ogólna Ocena: @@@@@"MAŁŻEŃSTWO Z ROZSĄDKU - u źródeł tęsknot"
Na ulotce reklamowej wydawcy płyty (Dalmafon Plus) czytamy "Wszelkie skojarzenia z nazwą pozytywne i uzasadnione". Potwierdzam. Tempr głosu wokalisty tego zespołu do złudzenia przypomina głos Krzysztofa Myszkowskiego z młodych lat... :) Ale nie tylko wokalista... styl gry, aranżacja bardzo, bardzo przypomina SDM. Jedynie akordeon jest substytutem SDM'owskich skrzypiec. Czterech muzyków - jak słychać pilnych uczniów chłopców ze "Starego" małżeństwa nagrało bardzo łagodną płytę w klimatach Starego Dobrego Małżeństwa. Nie zabrakło i wierszy Adama Ziemianina pośród tekstów piosenek. Jest też Staff, Leśmian, Kobus... Podczas słuchania odnosi się wrażenie, że zespół ten przejął dawniejszy styl SDM'u, ten sprzed wyraźnego w ostatnich 3 płytach zapętlenia się... ot taki makatkowo - czarno bluesowy. Słychać też pewną witalność, którą już SDM stracił... jednym słowem całkiem miłe "przedłużenie" SDM'u.
Na płycie, podobnie jak na większości płyt SDM'u 14 utworów. Widać zespół i tym chciał się upodobnić do pierwowzoru. Niestety płyta jest raczej monotonna. Po przesłuchaniu czuje się wyraźny niedosyt. Dlaczego ?. Otóż promowane w radio i zamieszczone na kompilacjach piosenki ("Zima", "Zaledwo wiem" i "Spóźnione Nadzieje") Zapowiadają zespół jako całkiem ciekawe zjawisko - zapadają w ucho dobrymi tekstami i dopasowanymi, przebojowymi melodiami. Po przesłuchaniu płyty, przebojami pozostają niestety nadal tylko te trzy piosenki, a co gorsza toną one pośród całkiem przeciętnej i podobnej do siebie reszty utworów, są w nie wtłoczone, nie rzucając się szczególnie w ucho.
Płyta powinna spodobać się fanom SDM'u. Brzmienie ma całkiem przyjemne, idealne na długie, jesienno - zimowe wieczory, nie radosne, lecz też nie smutne, uspakajające i wyciszające, łagodne. Jednak piosenki nie należą do tych, które się snują tygodniami gdzieś za uchem.
© Łza
Ogólna Ocena: @@@@
Wpadła mi w łapska... (marny jej los :-) ), pomarańczowa okładka, pośrodku duży fioletowy napis rażąco przypominający czcionkę "arial - pogrubiona kursywa" " pomarańcza " Ponad i pod napisem lista wykonawców. Tak na pierwszy rzut oka wygląda opisywane tu dzieło. Przyglądam się bliżej, widok na całą okładkę zasłania mi nieszczęśliwie naklejony na przedniej (!!!) stronie okładki hologram. W prawym dolnym rogu charakterystyczny zielony, gołąbek, którego linie przechodzą w liście i napis "Zielona Seria" . "Tia" myślę i oglądam dalej okładkę, w tle zdjęcie owocu pomarańczy a na nim... narysowane trzy ślimaki, jeden na drugim, a ten drugi na 3cim. Ach jest jeszcze i czwarty. Otwieram pudełko i co widzę ? Po prawej pomarańczowy (a jakże :-) ) krążek, a po lewej wewnętrzna strona okładki, a na niej niedbale przyklejona biała kartka z xerokopiarki z textem "UWAGA !!! FRRATA" (tak, przez 'F', to niej jest mój chochlik !!!). W tym momencie na twarzy ;-))))) pierwszy raz widzę żeby ktoś xerował "frraty" do płyt cd. Pomysł cool. Natychmiast szukam projektanta okładki - nie ma ! znajduję tylko napis "printed in EU" dziwnym trafem nadrukowany na innym texcie, dotyczącym praw autorskich. No cóż przynajmniej poznałem rasowy druk z 'unii' pewnie według norm iso... Okładkę 'Cytryny' Projektował i drukował Polski zakład, i nie było żadnych podwójnych nadruków, "frrat", a nawet znalazł się wyznaczony kwadracik na naklejenie hologramu... dzięki czemu żadna błyskotka nie zasłania widoku na okładkę. Nie jestem jakimś tam fanatykiem produktów z napisem "made in poland" ale bubli "printed in EU" nie toleruję, więc za okładkę daję "Pomarańczy" dóóóóży minus {:-( . W środku rozkładanej okładki poza 7mioma pomarańczami jest pół roweru, indyk (tak, tak !!!) jakieś glony i inne niezidentyfikowywalne bazgroły. Ach, o mało co bym nie pominął: jeszcze jedna bazgrała rodem z vindozowskiego (r) paintbrusha, na podstronce, gdzie jest opisane co to jest pomarańcza. Nie wpadłem jeszcze co autor miał na myśli ładując tam takie coś... Spróbuję to opisać: pixele rzucają się w oczy nawet z odległości pół metra ! Wygląda jakby jakieś dziecko przejechało myszką w paintbruschu usiłując narysować długowłosego faceta...
Ale dość o okładce !... :) kładę krążek na szufladkę, klikam na skrót do cd-rom, widzę 18 ścieżek, tradycyjnie jak dla zielonej serii łączny czas w okolicach 1 godziny (59:37). Każdy z track'ów to inny(i) wykonawca(y). Wszyscy są mi znani: z audycji "Gitarą i Piórem", z poprzedniego cytrusa czyli "Cytryny" jak i z Olsztyńskiego festiwalu. Wreszcie mogę sobie posłuchać tych piosenek na spokojnie i kiedy chcę. 13 piosenek jest nagraniami studyjnymi, 5 ostatnich z koncertów. Myślę że to dobry pomysł, takiego właśnie rozdzielenia. Dzięki temu nie szokują szumy i oklaski "koncertówki" wepchanej pomiędzy nagrania studyjne. Tym razem plus {:-) Klimat piosenek jest nieco zbliżony do klimatu z "Cytryny" Jest również, ajk wspomniałem kilku wykonawców stamtąd. Co ciekawe tylko 5 piosenek nosi znaczek 'č 1998' pozostałe piosenki mają od 3-8 (!!!) lat. Ciekawa sprawa.
Jakość nagrań studyjnych jest w porządku, jednak nagrania z koncertów wyraźnie szumią, buczą, w niektórych miejscach trzeszczą, za to zachowują (może właśnie dzięki temu) wyśmienicie taki charakterystyczny olsztyński klimat festiwalowych koncertów. Kolejny + {:-)
Piosenki - w większości perełki, bardzo, bardzo współczesne (brzmieniowo), mają nowoczesne, dopracowane aranżacje. Tematyka tekstów raczej odbiega od niegdysiejszej poezji śpiewanej, co nie znaczy że przesłuchanie płyty nie naraża na "ciary" i "gęsią skórkę". Plus niewątpliwy - za celny dobór !!! {:-) .
Są tu wykonawcy, którzy dorobili się już własnych wydawnictw: Jarosław Wasik, Robert Kasprzycki, Marek Andrzejewski, Lidia Jazgar z "Galicją", ostatnio bardzo promowany (i to nie bez racji) następca SDM-u czyli Małżeństwo z rozsądku" Ku mojej radości znalazło się tu i Incognito - zespół który bodajże już nie istnieje :( a zapowiadał się świetnie (główna nagroda na yapie i w Andrychowie). Chyba każdy kiedyś słyszał "Zgaśnij księżycu" , właśnie ten utwór znalazł się na Pomarańczy. Poza nimi na płycie znajdziemy mniej lub bardziej znanych wykonawców: Piotr Woźniak, Paweł Dampc, Barbara Stępniak-Wilk (śpiewała również na "Cytrynie"), Dagmara Korona-Persowska (znana zarówno z "Cytryny", jak i z drugich spotkań (drugiej częsci) "Krainy Łagodności"), Joanna Rutecka, Zdzisława Muzoff i Per Grafit, Szymon Zychowicz (również znany z Cytryny), Magdalena Turowska (a jakże, znów kłania się "Cytryna"), Barabara Raduszkiewicz, Magdalena Orłowska, Dominika Kurdziel, Stefan Brzozowski.
Tradycyjnie już, jak to zwykle w przypadku poezji śpiewanej bywa, ilość przesłuchań płyty jest wprost proporcjonalna do słynnego współczynnika czadu, czyli, mniej naukowo rzecz ujmując: im więcej razy słucha się tej płyty, tym się ona bardziej podoba. :) Zróżnicowanie stylów muzycznych, sprawia że znajdziemy tam kawałki z aranżacjami typowymi dla współczesnej poezji śpiewanej, jak również rocka, bluesa, nawet jazzu (!), jak i bardziej tradycjonalne. Dzięki temu płyta nie jest nudno-monotonna. Idealna również do walk(disc)mana i samochodu. {:-) .
Szczęka mi tylko opadła, gdy w pewnym sklepie z wyszczerzonymi z radości zębami (wreszcie udało mi się dorwać pomarańczę) podszedłem do kasy i dowiedziałem się, że ten pomarańczowy kawałek plastiku kosztuje prawie pół bani (trochę dziwne, bo płyty innych firm fonograficznych wydających poezję śpiewaną są przynajmniej o 15 zł tańsze) !!! {:-(.
Podsumowując: mamy 4 {:-) i 2 {:-( więc jasno widać że płyta jest warta przebycia tych kilkudziesięciu :) kilometrów w jej poszukiwaniu.
Nie rozumiem tylko dlaczego trzeba płacić tyle kasy, za płytę, której wydawca* olewa kupujących. Płacąc 50zł między innymi i za okładkę, która jest totalnym bublem, chyba każdy powinien dostać porządny wyrób.
P.S. Z oststnich doniesień Cytryny wynika, że płyty już dawno nie ma w sprzedaży.
© Łza
Ogólna Ocena: @@@@"YAPA - turystyczne przeboje cz.1"
Piosenka turystyczna - niedefiniowalna melodia przesiąkająca głęboko w serce jak dym ogniska, przy którym śpiewana, nie pozwala przespać kolejnej nocy gdzieś pośród gór, na jakiejś polance...
Dotychczas śpiewana tylko i wyłącznie żyjąca w ludzkich sercach, czasem nagrywana na jakiejś byle kasecie na byle jakim magnetofonie, przegrywana kopia po kopii, szumiąca, trzeszcząca. Częściej poznana i nauczona przy górskim ognisku lub w beskidzkim schronisku, przepisywana ołówkiem z kartki na kartkę, z bezimiennym autorem. A w zimę ??? w zimę krążyła nad łódzką YAPĄ. Aż do daty premiery płyty, która z pewnością ochroni przed zapomnieniem te grane na wpół rozstrojonych gitarach, lecz jakże ciepłe piosenki.
Na wspaniały pomysł wydania płyty wpadła oficyna "DALMAFON PLUS" nadając jej nazwę "YAPA - turystyczne przeboje cz.1"
Płyta wypełniona jest po brzegi plecakowymi zadumajkami - 20 utworów, łącznie ponad 73 minuty. Słucha się jej jednym tchem, pieśń za pieśnią przenosimy się z morza ("Przechyły") aż po "Bieszczadzki Trakt". Po drodze niesamowity, jesienny "Beskid" w autorskim wykonaniu Andrzeja Wierzbickiego i "Połoniny Niebieskie", z których spogląda w dół Adam Drąg, głośno wspierany przez Yapowską publiczność dośpiewywującą drugim głosem. Na chwilkę zatrzymać możemy się w "Karczmie dla samotnych" lub "Zajeździe pod różą" po to by zaśpiewać kupę innych "tęskniaczy" no i obowiązkowo "Przeludium" Iwony Piastowskiej o tym jak przyleciały czaple...
Nagrania zostały starannie przefiltrowane przez nasze kochane komputery, (mastering) więc ani nie trzeszczą, ani nie szumią za bardzo i w przeciwieństwie do tych przegrywanych z taśmy na taśmę, wyraźnie słychać teksty i instrumenty. Jednocześnie zachowały swój dziewiczy nastrój - słychać wspomagającą grających publiczność, nie dostrojone gitary, drobne pomyłki... można się naprawdę czuć jak na Yapie.
Miłą niespodzianką dal tych, którzy po zrzuceniu plecaka uwielbiają pośpiewać sobie w schronisku, czy przy ognisku jest mini śpiewniczek, jakim jest okładka płyty. Nie zapomniano o tych, którzy potrafią wybrzdąkać na sześciu strunach kilka akordów - przy każdej piosence w okładkowym śpiewniczku podane są akordy do piosenek. Pomysł naprawdę fantastyczny - już nie trzeba godzinami grzebać w internecie, mozolnie przepisywać teksty i dekodować akordy. Wystarczy wrzucić okładkę (lub jej xerokopie) do plecaka, przywiązać gitarę i w góry... :-) Wielkie brawa dla pomysłodawców.
Podsumowując - jeśli kochasz wędrówki i nocne gitaro-śpiewania ta płyta na pewno Cię nie zawiedzie. Dodając do tego niewygórowaną cenę płyty (30 zł) bez wahania stawiam jej szóstkę do naszego płytowego dzienniczka - i.. z niecierpliwością oczekuję na obiecaną przez tytuł, kolejną część i kolejne turystyczne hity.
© Łza
Ogólna Ocena: @@@@@wydawcy:
witryna Dalmafonu
Jacek music: tel. 091 4535729; Szczecin ul Przyjaciół żołnierza 52/6
witryna pomatonu
Remik: tel. 048 48216; Radom, ul Struga 72/16
Mikroklimat tel. 022 7565595
na wydawnictwach klawaiturowe pióra ostrzyli:
Łz@
e-m@il & strona domowa & strona Wolnej Grupy Bukowiny pod jego opieka
FIDEUSZ
narazie nie ma e-m@ila i strony domowej